Music to Code By – czy to naprawdę productivity tool?

DotNetRocks słucham już ponad dwa lata. Przez ponad 200 podcastów dużo się dowiedziałem, zmieniłem swoje podeście do pracy i pogodziłem się z godzinnym dojazdem do pracy (tak jest! w jedną stronę!). Mimo to byłem sceptyczny gdy Carl Franklin reklamował swój projekt Music to Code By jako doskonałe narzędzie wspomagające produktywność. Jestem wielkim entuzjastą GTD, wszystko notuję w OneNote i chętnie sprawdzam na sobie wszelkie techniki i narzędzia wspomagania produktywności. Ponieważ jednak moje pierwsze dwa podejścia do pomodoro technique  zakończyły się fiaskiem, nie bardzo kupowałem muzykę, która wspiera tą technikę. Słuchając nagadywania trzy razy w tygodniu, patrząc na to co dostaję dzięki podcastowi za zupełną darmochę stwierdziłem: czemu nie. Pięćdziesiąt dolców za 9 utworów (wtedy było 9) co do których nie jestem przekonany, wydawało mi się dużo. Z drugiej strony czasem więcej wydaje się na gierkę lub na imprezę po której tylko kaca mogę przynieść do domu. Więc stało się. Kupiłem całą kolekcje i po kilku miesiącach obcowania z albumem moje wnioski wyglądają następująco.

Pomodoro Technique

Cały koncept music to code polegał na przygotowaniu utworów wspomagających wejście w tak zwane Flow i wspieranie pomidorowej techniki. Technika ta zakłada, że swoją pracę dzielimy na krótkie i intensywne iteracje. Jeden pomidor to 25 min pracy nad jednym taskiem w zupełnym skupieniu. Bez twittera, faceboka, skype’a i każdej innej rzeczy która nas wybija z rytmu. Po 25 min warto zrobić 5 min przerwy. Słysząc o pomodoro zawsze zakładałem, że 25 min to zbyt krótko, że po tym czasie dopiero się rozkręcam. Próbując stosować technikę pojawiła się kolejna niedogodność. Okazuje się, że w open spejsie bardzo trudno jest nie być rozpraszanym w trakcie pracy. W domu też nie jest łatwo.

Pomidor a teoria zarządzania czasem.

Jak pisałem już w komentarzu do posta o kanbanflow, miałem kiedyś okazję uczestniczyć w zajęciach na temat zarządzania czasem. Zgodnie z teorią głoszoną przez wykładowcę każde wejście na wysokie obroty podczas pracy nad pojedynczym, nietrywialnym taskiem zajmuje nam 15 minut. Każde rozproszenie natomiast zeruje ten licznik. Nie wiem czy to autosugestia,  czy samospełniająca się przepowiednia, ale u mnie tak to właśnie działa. Jeżeli już się wciągnę w coś to lobię popracować dłużej. Dlatego 25 min pomidora mnie odstraszało. Nie ma jednak żadnej przeszkody żeby zrobić trzy pomidory pod rząd i dopiero zrobić sobie przerwę.

Co daje Music To Code by?

Teraz do konkretów. Kupiłem masę empetrójek, więc trzeba było zacząć tego „używać”. Zacząłem od dłubania w domu i tu pierwsze zalety. Po pierwsze uświadomiłem sobie, że do tej pory trochę oszukiwałem. Puszczając sobie muzyczkę i kodując szybko odkryłem, że zaczynam odświeżać twittera, zerkać na skype, allegro, a utwór nadal gra. Ba! Nawet nie jest w połowie. Nie minęło to moje 15 minut. Szybko się przekonałem, że muszę popracować nad skupieniem się nad tym co robię.

Kolejna zaleta, która szybko wypłynęła to pomiar czasu. Robiąc swoje zajawki raczej nie planuję ile mi to zajmie, nie mam budżetu czy deadline’ów. Staram się jednak notować (lub przynajmniej być świadomym), ile czasu poszczególne czynności mi zajmują. Jest jednak z tym problem. Pracując nad wszystkim na raz trudno jest powiedzieć, że dokładnie 3 godziny spędziłem na kodowaniu. Puszczając 25 minutowe utwory pojedynczo, w kolejności i pauzując przy każdej przerwie (nie oszukujmy jest lepiej, ale przerwy zawsze będą) wszytko zaczyna mieć ręce i nogi. Skończyłem jakiś feature, coś zaimplementowałem,  coś skonfigurowałem. Ile to zajęło? No policzmy zacząłem od ścieżki 8, właśnie skończyła się 10. Trzy razy pół godziny daje mi półtorej. As simple as that.

Szybko też przeniosłem swoje zwyczaje do pracy i tu pojawiła się kolejna zaleta. W pracy niespecjalnie słuchałem muzyki. Okazuje się, że puszczając muzykę za bardzo się wsłuchuję. Z drugiej strony w pokoju panuje niepisana zasada nałożonych słuchawek. Nie masz słuchawek na uszach – można cię zagadnąć. Dochodziło do takich paradoksów, że zakładałem słuchawki nie słuchając absolutnie niczego. Niestety słyszałem wtedy rozmowy, a w niektóre lubię się włączyć. Music to code by dało mi tą wygodę, że słyszę dźwięk zagłuszający biurowe szumy, który przez 25 min nie zmienia swojego rytmu, intensywności, melodii. Po pięciu minutach staje się ignorowany.

Podobno same utwory są stworzone wg wytycznych co do częstotliwości i melodii wspomagających koncentrację. Nie wiem na ile rzeczywiście tak jest, nigdy mnie nie ciągnęło żeby tej wiedzy szukać, ale na pewno poprawa wydajności jest dla mnie zauważalna. Odnotowałem też, że jak każdy dobry projekt przyrostowy, music to code by z każdą iteracją stawał się lepszy. Projekt wystartował od kilku utworów, zbierane były feedbacki i co jakiś czas były wypuszczane kolejne utwory. Te późniejsze są przesłuchiwane częściej, łatwiej mi przy nich pracować.

Sumup

Podsumowując. Myślę, że zakup okazał się trafiony. Podejście trzecie do pomodoro technique może być podejściem udanym. Zachęcam też do śledzenia projektu i twitter Carl’a, bo trafiło się tak, że w marcu nowy, dwunasty track był udostępniany za darmo. Zakładałbym, że promocja może się powtórzyć.

 

 

 

Napisano w .net